top of page
20230219_073154.jpg

Organizacja pożytku publicznego

Pozytywne zmiany w naszych społecznościach

Finansowane przez GMB

James Ramshaw
Maraton na Wielkim Murze Chińskim

6cac096e-a978-4869-9af1-592480e48d1d.jpg

Nazywam się James Ramshaw i organizuję to wydarzenie, ponieważ jestem komuś coś winien.

Wstąpiłem do Royal Marines w wieku 30 lat. To późno jak na standardy większości ludzi, ale to była dla mnie idealna decyzja. Służyłem do 36. roku życia i przez te pięć, sześć lat Korpus Piechoty Morskiej zrobił to, co potrafi najlepiej: odbudował mnie od środka. Nie motywującymi cytatami. Rutyną. Standardami. I ludźmi, którzy nie pozwalają ci zniknąć.

Jedną z największych zmian dla mnie był sport. Rzuciłem się w wir boksu i rugby, z chłopakami w naszych batalionach na całym świecie. Nie chodziło tylko o kondycję. Chodziło o dyscyplinę, której nie da się udawać. Chodziło o to, żeby być ciągniętym na linię w dni, kiedy nie było się w najlepszej formie. Chodziło o to, jak zachować spokój, gdy ciało krzyczy, a głowa próbuje znaleźć wyjście z sytuacji.

I to było koleżeństwo, prawdziwe koleżeństwo, takie, w którym ktoś zauważa, że nie jesteś sobą, zanim jeszcze powiesz choć słowo.

Marines inwestowali we mnie także w praktyczny sposób.

Zapłacili nawet za mój bilet na rusztowanie. Może to brzmieć jak drobiazg, ale nim nie jest. O to właśnie chodzi. Korpus nie tylko mówi o opiece nad ludźmi, ale ją rzeczywiście wykonuje.

Potem wyszedłem.

A jeśli tam byliście, wiecie, co mam na myśli, kiedy mówię: odejście może boleśnie boleć. Struktura się rozpada. Codzienne cele się zmieniają. Żarty i kumple nie są już tylko „w pracy”, są częścią struktury, która utrzymywała mnie w równowadze. Byłem na dnie. Nie dramatycznie. Nie filmowo. Po prostu… płasko. Zagubiony. Jakby mapa, której używałem, przestała działać z dnia na dzień.

I to jest ta część, której ludzie nie zawsze dostrzegają: Królewska Piechota Morska wyciągnęła do mnie rękę. Nie musiałem udawać ani grać. Skontaktowali się ze mną, bo tak właśnie robimy – dbamy o swoich.

Dzięki temu otrzymałem wsparcie od organizacji charytatywnej Royal Marines, tej samej, dla której teraz zbieram pieniądze. Pomogli mi, gdy było to najbardziej potrzebne. Dali mi fundusze na rehabilitację, a co ważniejsze, dali mi coś, czego nie czułem od dawna: nadzieję. Drogę naprzód. Powód, by wierzyć, że nie skończyłem tylko dlatego, że ten rozdział dobiegł końca.

Dlatego to robię.

Bo Royal Marines to nie tylko praca. To rodzina. W Marines każdy dba o każdego. To kształtuje charakter. Daje pewność siebie. Sprawia, że jesteś bystrzejszy, bardziej zdyscyplinowany, lepiej zorganizowany. Każdy z nas ma swoje demony, ale struktura i standardy zmieniły moje życie. Sprawiły, że stałem się lepszy.

Teraz nadeszła moja kolej, aby coś zanieść.

Biorę udział w maratonie, 26,2 mili, niosąc 30 funtów.

Ten ciężar jest dla mnie symboliczny. Reprezentuje ciężar szybkiego marszu, ciężar, który dźwigasz w służbie bez narzekania, bo praca wymaga wykonania. Ale symbolizuje też coś innego – ciężar złego zdrowia psychicznego. Ciężar, którego nie zawsze widać na czyichś plecach. Cichy ciężar, który sprawia, że podstawowe rzeczy są trudniejsze, niż powinny być. Ciężar, który może cię przekonać, że jesteś sam, dopóki nie pojawią się właściwi ludzie.

Ten bieg to mój sposób na powiedzenie: pamiętam, jak czułem to wsparcie. Pamiętam, jak to się zmieniło. I chcę pomóc, żeby to wsparcie dotarło do kolejnej osoby, która go potrzebuje.

Jeśli możesz wesprzeć, wesprzyj nas. Jeśli nie, udostępnij. Tak czy inaczej, pomagasz utrzymać tę życiodajną siłę.

Ponieważ czasami różnicą między kimś, kto tonie, a kimś, kto się ustabilizuje… jest społeczność, która nie pozwoli mu przejść niezauważonym.

Zrób różnicę.
Wesprzyj nas teraz.

Zrzut ekranu 2026-02-16 135706.png

I podziel się z innymi

bottom of page